Jak wspominaliśmy pobódka była w nocy, śniadanie i pakowanie bo opusczamy hotel. Dzięki przebiegłości naszego kierowcy (obywatel izraela, chrześcijanin arabskiego pochodzenia) przechytrzyliśmy wszystkie autokary i na checkpoincie pojawiliśmy się pierwsi, w związku z czym i pod bramą wejścia świątynnego. Wsystko szło dobrze do momentu aż znaleziono w torbie jednej kury wieprzowinkę! Mimo wielokrotnego powtarznia, że nie wolno tam wnosić niczego związanego z inną niż islam religią oraz niczego co jest nieczyste (kobiety podczas okresu zostają za sznurkiem). Ponieważ nasz lokalny przewodnik chciał nam pokazać jeden kościół więce, na zwiedzanie najważnieszego miejsca islamu mieliśmy 10 minut. Dla porównania udaliśmy się jeszcze pod ścianę płaczu w ciągu dnia, zobaczyliśmy jak wygladają tam tłumy turystów. Zostawiliśmy tam po karteczce - a nóż Jemu polski jest znany.
Wyjeżdzamy z Jerozolimy w kierunku galilei, zwiedzając po drodze ruiny bet-shan, dawnego miasta rzymskiego. W nagrodę za sprawne i punktualne zbiórki pojechaliśmy do obiecanej wcześniej Kany po winiunio. Było tak obrzydliwe, że ciężko było je skosztować. Jakie wino takie i pary młode - z jedyne 10 baksów można było odnowić skrament malżeństwa. Na końcu został nam Jearash - gdzie całkiem za darmo można było wziąć butelkę brudnej wody w miejscu gdzie Jego ciało się moczyło. Wróciliśmy na kolacyjkę do koszernego hotelu. W hotelu tym znajduje się koszerna winda szabatowa (zatrzymuje się na każdym piętrze bez udziału rąk), są też inne dobrodziejstwa np. pomieszczenia dla nieczystej kobiety. Kupiliśmy sobie znów po piwku palestyńskim, które popijamy!
Dobrze ze mam gieplusa to mogę Was sobie poglądać na zdjęciach.
OdpowiedzUsuń