niedziela, 11 marca 2012

zaległości

noc i poranek dnia czeciego:
z rana o 7 wyruszyliśmy w stronę morza martwego. Po drodze odwiedziliśmy wioskę Qumran, gdzie zostały znalezione przez pasterza zwoje Eseńczyków, do których o mało nie dołączył się Jan Chrzciciel, dopiero byłaby chryja... Ogólnie dziura w ziemi, ale ładnie oprawiona (kino, sztuczne wykopaliska, zdjęci zwojów itp.). Następnie udaliśmy się do twierdzy Masada. Na 400 metrowe wzgórze wjechliśmy kolejką. Całkiem ładnie odbudowane ruiny. Całość poprzedzona flmem i połączona z ładnymi widoczkami. Żeby nie umierać z nudów, w czasie lunchu grupowego, w dół udaliśmy się na piechotę. 40 minut spacerku w południowym słońcu, pozwoliło nam później z rozkoszą cieszyć się kąpielą w morzu martwym. Żebyśmy za szybko się nie zestarzeli, znowu obłożyliśmy się błotem i wygotowaliśmy w siarce. Z oficjalej części to było już wszystko, taki super dzień bez kościoła!
Po szybkiej kolacji pojechaliśmy jeszcze pozwiedzać Jerozolimę nocą. Była to przede wszystkim amerykańska wycieczka - z okien autokaru, w tym "niebezpiecznym" mieście. Wycieczka miała swoje plusy, można było bez większych przeszkód wejść na plac przed ścianą płaczu. Kończył się szabat i było tam wielu śmiesznie ubranych Żydków. Żeby gawiedź była usczęśliwiona, pojechaliśmy też do dzielnicy rozrywki. Nie odbierajcie tego opacznie - z rozrywek można było tam tylko spożywać alkohol. O północy, zmęczeni dotarliśmy do hotelu - wszak następnego dnia pobódka była o 5.45.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz