sobota, 12 lipca 2014

Hotelik

Może pora opisać, gdzie trafiliśmy.
Nie mamy na co narzekać tym razem. Hotel niedaleko plaży (no tylko 300m pod górkę), ale dla leniwych oferuje melexa. Plaża jest codziennie grabiona i mają mnóstwo drewnianych podestów, więc chodzenie nie kuje w stopy, a i wózkiem da się wszędzie dojechać. Materace i parasole też niczego sobie, można ukryć się przed palącym słońcem. Do tego świetny beach bar, co prawda bez ratownika, ale oferuje spragnionym wszystko co trzeba;).
Sam hotel przystosowany dla roszczeniowych wózkowiczów. Jest winda, w odróżnieniu od greckiej mieści się tam 2 rodziców, wózek i jeszcze zostaje trochę miejsca. Tylko do basenów trzeba się wspinać po schodach, ale to jak darmowa siłownia. A propo samych basenów - są codziennie czyszczone i rano nie widać wczorajszej bytności Rosjan.
Teraz parę słów o kuchni. O każdej porze można coś zjeść, a ilości i różnorodności słodkości nie powstydziłaby się Geslerowa (chociaż są bez kudłów).
Nie bylibyśmy Polakami, gdybyśmy na koniec nie ponarzekali. Minusem jest czystość w pokojach. Mimo, że codziennie przychodzi pokojówka, to zdążyliśmy się zaprzyjaźnić z nakrętką i papierkami, które były już tu przed nami. Napiwek też nic nie daje, ale nie samym pokojem człowiek żyje, więc jest ok. Narzeka tylko Kudłata, bo po raczkowaniu trzeba ją wykąpać, i zmienić ubranka. Wygląda jak górnik z przodka, a nawet z tyłka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz