jak codzień zaczęliśmy śniadaniem o faszystowskiej porze. Śniadanie było koszerne, nabiałowo, owocowo-warzywne ze śledzikiem. Ogólnie pokoszernemu karmią nieźe.
Wyrusztliśmy na wzgórza Golan, po drodze obejrzyliśmy wodospady nie były może imponujące, ale jedyne w kraju.
Zahaczyliśmy jeszcze o bramy piekielne i swiątynie Pana. Ponieważ On tam był, oraz ostatnia zima w izraelu była deszczowa, bramę a może i całe piekło zalała woda.
Palestyńczycy podobno strzelają do izraela, lokalnie nic nie wiadomo, nawet przewodnicy nie są poinformowani. O piątkowych wydażeniach dowiedzieli się od nas ze strony koszernej gazety (nie powinna być koszerna bo rzuca mięsem i robi jaja). Tak naprawdę to w okolicach golan "właśnie" trwają "zaplanowane" wcześniej manewry wojskowe. Sądząc po zabudowie baz wojskowych manewry muszą trwać 2 razy do roku styczeń-czerwiec, lipiec-grudzień.
Zeby nie było tak straszno pojechaliśmy do winnicy winiunio całkiem, całkiem może spróbujecie ;)
Kto wypił za dużo mógł zagryść rybą Jego albo Piotra, chętnych nie było za wielu.
Zeby nie uznano dnia za zmarnowanego odwiedziliśmy też kościól błogosławieństw i skały. On tam był i klucze mu dał, a potem dużo gadał.
Dzień zakończyliśmy rejsem na bare takiej jak Jego tylko w innej skali.
to była ta barka?
OdpowiedzUsuńhttp://www.youtube.com/watch?v=MF3UAOIjkJM
Niestety dokładnie ta i nie tylko...
OdpowiedzUsuń