Więc jak ruszyliśmy to było ciemno...
nastał poranek dzień pierwszy.
Zaczęło się zwyczajnie na lotnisku Chopina, niby strefa bez VATowa a puszka Coli dziwięć zeta ... ufff wódka znaczy w cenach tylko delikatesowych - ach czemu zamkneli Balatonę?
Zaopatrzeni w ten sposób w artefakty przeciw wszelakim klątwą kimamy w oczekiwaniu na "otwarcie geya".
lot bez niespodzianek, za to z rozgadanym pilotem. Co obchodi normalnie śpiącego pasażera na jakiej wysokościi z jaką prędkością oraz nad czym się leci. No chyba że pod niema już fotela, ale i tak na g... cała reszta informacji.
Jedzonka niet, za to marketing bezpośredni kwitł.
Ovda, lądowanie u żydków przy ogólnej radości gawiedzi :) hura hura jak by było się z czego cieszyć, w większości przecież jednak się ląduje ;)
Mossad musiał zgłosić nas do imigrations. Pani w okienku wypytała o 2 pokolenia wstecz, poczym radośnie zabrała paszporty i se poszła. Inna pani zawołała inną Panią która zawołała ..... tak po dwóch godzinach, kilkukrotnych odpowiedziach na te same pytania, udawadiania braku znajomości wśród syryjczyków, libańczyków, wójków dziadków, osamków DOSTALIŚMY nasze paszporty nawet bez nowej pieczątki.
Trochę zaniepokojona przewodniczka (Aneta), i reszta grupy doczekała się nas, niecierpliwie wyglądając z autokaru.
Ajj Ajj Jaajj przygodę w kraju przydułgich pejsów można uznać za rozpoczętą.
Pierwszy dzień to tak naprawdę transfer do Betlejem, po drodze kilka postojów na pipi itp, zobaczliśmy krater i kupę kamieni.
Kolacja o 19 ichniego czasu (+1 h) nawet smaczne, w formie stolu szwedzkiego.
teraz szybko klikamy, ząbki, seksik i spaciulu bo jutro o 6:15 pobudka... masakra
Masakra??? Było nie jechać :-) a gdzie zdjęcia?
OdpowiedzUsuńtrzeba spróbować każdego chleba, nawet jak to pita albo maca
OdpowiedzUsuńfotki dorzucone