czwartek, 13 czerwca 2013
Albania/Macedonia
Z ciekawostek w Albanii nie pija się herbaty więc dzień zaczęliśmy od ziółek tfuu tfu śniadanie słabiutkie miś w 4 gwiazdkowym hotelu dokarmiał dziecko chlebem.
Podobno w każdym domu dobra gospodyni, jakby komuś coś zaszkodziło, ma herbatę.
To był ciężki dzień, wg wujka G. przejechaliśmy 220 km (zajęło nam to cały dzień).
Wystartowaliśmy o 8.00 rozpoczynając od fotek pomnika niepodległości, nam bardziej podobała się będąca w tle kwitnąca magnolia, wielkości naszego orzecha. Po serii fotek przez jakieś 2h nasze tyłki odczuwały jakość Albańskich Autostrad w wielu miejscach pokrytych żwirem. Między miastami jeszcze jakoś dało się ścierpieć, tam o jakość nawierzchni dba Państwo, w miastach nie dba nikt.
Dotarliśmy do pierwszego z dwóch miast-muzeów. Berat - liczącego około 2500 lat, nazywane jest również Miastem tysiąca okien. W trakcie spaceru uliczkami starego miasta, zobaczyliśmy stare, zabytkowe domy, twierdzę Kalaja Berati oraz cerkwie (to dopiero nasz pierwszy kościół) w której znajdowało się muzeum pisarza ikon bardzo sławne nawet tak że część zabrali pokazać w Watykanie. Godzinny spacerek zakończyliśmy równie długim lunchem, który to spożytkowaliśmy na wypiciu prze ze mnie browarka w parku miejskim.
W miasteczku było nawet ciepło .... 30 st.
Przez następne 4h obijaliśmy się w drodze do Macedonii, po drodze zwiedziliśmy toalety tylko dwie z czego jedna w zamku. Notabene twierdzy (prócz toalety) nie zwiedzaliśmy.
Późno dotarliśmy do Ohrid na wątróbkę i żyły z wołowiny. Widać krówka wypasała się na skałach.
Po drodze malownicze widoki jednak bez ekstremum wiara w autokarze się nie umocniła.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz