Czyli "wakacje bogate w atrakcje"
Jak już w części
Naszą wycieczkę objazdową mieliśmy zakończyć tygodniem błogiego lenistwa. Jednak nasze biuro podróży Rainbow Tours S.A. postanowiło zafundować nam wakacje bogate w atrakcje. Wybraliśmy hotel o rekomendacje biura:
"Kameralny obiekt, idealny dla par oraz wszystkich tych, którzy szukają ciszy i spokoju. Wspaniała lokalizacja w najbardziej popularnym rejonie wyspy - w centrum Paleokastritsy oraz przepiękny widok na zatokę gwarantują pełnię wakacyjnego relaksu."
Do wymarzonego hotelu dostarczono nas około 11 rano, ponieważ pokoje sprzątano po wcześniejszych gościach, nic nie podejrzewając udaliśmy się napić co kto może. Udobruchani napojami i smacznym lunchem o 14, zamiast kluczy, otrzymaliśmy dobrą nowinę. W hotelu akurat dla nas (i jeszcze 8 innych gości) jakoś zabrakło miejsc. Hej, hej, hej, inni mają gorzej grupa polskich turystów wylądowała w piwnicy z widokiem na śmietnik, walory zapachowe nie do opisania (jak w szambie).
Z uwagi że nie mieliśmy naszego szambianego pokoju na rezydentkę czekaliśmy w recepcji. Oczywiście nie działała klima, a na dworze 35 stopni. Rezydent pojawił się około 15:30, z kolejną grupą bezdomnych turystów. Żeby tak szybko ściągnąć rezydentkę trzeba było poruszyć wszystkich w siedzibie Rainbow. Jeżeli ktoś myślał, że rezydent jest od tego żeby pomagać i dbać o turystę, to jest w wielkim błędzie. Pani przyjechała, żeby wytłumaczyć, że tutaj tak jest. Hotel przyjął rezerwację na 120% miejsc. Zgodnie z propozycją menagera, której wcześniej nie przyjęliśmy, rezydentka zaproponowała nam APARTAMENTY w odległości 300 m. Naiwna część turystów poczekała 1h na taksówkę i udali się obejrzeć zaproponowane rozwiązanie. Apartamentem okazał się pokój nad super-marketem w odległości 2km od hotelu. Mam dość super-marketów, reszta grupy podzieliła moje zdanie i nie przyjęliśmy propozycji.
Pozostaliśmy na sofach w recepcji, a rezydentka ulotniła się podobno na lotnisko.
O dziwo grupa z innego biura turystycznego otrzymała pokoje, w przepełnionym hotelu. To już przepełniło szalę goryczy. Poruszyliśmy MSZ, Ambasadę Polski w Grecji i uaktywniliśmy się na facebooku i powiadomiliśmy tvn24. Przeczuwaliśmy początek upadku biura, gdyż mogli nie wywiązać się z płatności za nasze pokoje. Dla nas sytuacja była bardzo ciężka, ponieważ nie wiedzieliśmy co z nami dalej będzie.
Rezydentka wielokrotnie zapewniała nas, że na całym Korfu nie ma wolnych miejsc w żadnym z hoteli, ale na szczęście byliśmy zgraną grupą i nikt nie zgodził się na zaproponowane cokolwiek. W między czasie sprawdziliśmy dostępność pokoi w hotelach na wyspie, było ich dużo, w różnej klasie hoteli (na szczęście w recepcji był internet).
Rezydentka zaproponowała nam kolejną jedyną możliwą opcję: hotel 3*, no ale bez klimatyzacji:). W tym czasie temperatura wzrosła do 37 stopni, a w następnych dniach miała się utrzymywać w okolicach 35.
Zbliżała się 21, a my ciągle okupowaliśmy sofy w recepcji. Co ciekawe, w Polsce rodzice otrzymali zapewnienie, że mamy już hotel.
Mając w perspektywie noc na niewygodnych sofach (ciągle bez prysznica i klimy) zaczęliśmy mięknąć. Ponieważ pojawiła się propozycja hotelu 3* ale z klimatyzacją, to ją przyjęliśmy. Hotel miał nie najgorsze opinie w internecie, a wg. zapewnień rezydentki znajdował się 2,5 km od lotniska. Jak się później okazało od wejścia do lotniska - do pasa mamy 300 m.
Po kolei wszyscy zaczęli się decydować na powyższy hotel. Tu niespodzianka - w hotelu były tylko 3 pokoje. My znaleźliśmy się w tej grupie, dla której ich nie starczyło. Wylądowaliśmy w znanym nam hotelu Ariti 500m od końca pasa startowego, w pokoju bez klimatyzacji. Od początku naszej przygody minęło już 12 godzin. W recepcji hotelu podsłuchaliśmy rozmowę, że nie ma dla Rainbow pokoi. Na szczęście sprawę udało się wyjaśnić w 15 min i otrzymaliśmy wymarzone klucze. Jednak po dotarciu do pokoju znaleźliśmy tam cudzą walizkę. Załamani zgłosiliśmy to w recepcji i dostaliśmy inny pokój - o 24 wreszcie mogliśmy skorzystać z prysznica. Mimo braku klimy zasnęliśmy jak niemowlęta do pierwszego lądowania samolotu o 5 rano.
Ponieważ nie był to nasz docelowy hotel, po śniadaniu spakowaliśmy się i z 15 min poślizgiem przewieziono nas do innego hotelu Hellenis. Mamy tu spędzić urlop do soboty, po czym trafimy na 3 dni do zapisanego w umowie hotelu.
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz